Pisarze protestują przeciwko aplikacji służącej do usuwania wulgaryzmów z e-booków

cenzura chroni cię przed rzeczywistością

Aplikacja Clean Reader została stworzona przez Jareda i Kirsten Maughan, chrześcijańskie małżeństwo z USA. Pragnęli oni, aby ich córka mogła czytać bardziej dojrzałą literaturę i jednocześnie chcieli ją uchronić przed kontaktem z brzydkimi słowami. Aplikacja działa na zasadzie filtra, który automatycznie zaciemnia wulgaryzmy i wszelkie ich permutacje. 

Kontrowersyjny wynalazek Maughanów ma swoich zwolenników i przeciwników. Ci, co są za, cieszą się, że istnieje aplikacja, która „oczyszcza” książki. Dzięki niej słowo „penis” staje się kroczem, a „piersi” – klatką piersiową. Natomiast zagorzali przeciwnicy tej aplikacji twierdzą, że stanowi ona zbyt głębokie ingerowanie w tekst. Pisarz jest artystą, który używa danego słowa nie z powodu jakiegoś widzimisie tylko w konkretnym celu.

Wielu pisarzy słusznie uważa, że aplikacja Clean Reader narusza prawa autorskie. Twierdzą, że to „ich książki, ich zasady oraz ich słowa” i nikt nie ma prawa dokonywać zmian w ich dziełach.

Angielska pisarka Joanne Harris, znana m.in. z powieści „Czekolada” napisała, że aplikacja Clean Reader to cenzura wprowadzona przez mniejszość religijną i „toksyczne przesłanie” dla młodych ludzi, a także dowód na niezrozumienie świata fikcji literackiej. „Wolę, by moich książek nie czytano w ogóle, niż żeby były wykorzystywane do jakiejś religijnej indoktrynacji dzieci i zmuszania ich do myślenia, że niektóre części ciała są złe, a seks okropny” – dodała.

Z kolei twórcy podkreślają, że Clean Reader to nie cenzura. Aplikacja wpisuje się w nurt przedstawiania najmłodszym czytelnikom dojrzałej literatury. Istnieją już wersje dzieł Szekspira dla dzieci, czy klasyki literatury w skróconej wersji dla najmłodszych.

clean reader

Dodaj komentarz

Twój adres email będzie niewidoczny

*



Subskrybuj nasz newsletter, aby nie przegapić najlepszych artykułów w serwisie!

Wpisz swój adres email i bądź na bieżąco z nowościami.